czwartek, 17 grudnia 2009

zimowe powroty

Wracając z pracy do domu mam do zaliczenia, jako jeden z etapów, 20-to minutowy, samotny spacer.Spotkanie po drodze kogokolwiek to tak jakby 6 w Totka trafił. Mam więc czas na przemyślenia, obserwacje otaczającego świata, modlitwę....
Wczoraj słuchałam, z prawdziwą przyjemnością,.....ciszy. Może nie do końca była to cisza idealna, bo z oddali słychać było mknące pociągi. Jednak i ta cisza była miła dla ucha. Przy tym gwarze, hałasie jaki mnię otacza przez cały dzień ta cisza była jak kojący balsam. Na ciemnym granatowym, grafitowym niebie odcinały się jeszcze ciemniejsze, cienkie gałęzie drzew, białe pnie brzóz kontrastowały z ciemnym tłem.Pruszył delikatny śnieżek, lekki jak puch, było biało, było ciemno, był mrok i była jasna śnieżna poświata otulona spokojem. W oddali zaś oświetlokne okno domu, w którym czekają kochające serca....

2 komentarze:

  1. czasami cisza jest potrzebna,kto powiedzial ze trzeba caly czas gadac :)

    OdpowiedzUsuń