Powiadają, że człowiek jest kowalem swojego losu. Ale dość często los jest kowalem, a człowiek kowadłem.
poniedziałek, 6 października 2014
czy jesień z archeologią się łączy?
a tak mi zakwitł bluszcz, zdjęcie robiłam wyciągając rękę, na ślepo. Pszczoły mają urzędowanie i to jak, brzęk jakoby wiosna była !!!
Wracając do tytułu, kopiąc w ogrodzie znajdowałam różne "drobiazgi" - szkło wszelkiej maści, gwoździe, guziki, ale monet to jeszcze nie. Do teraz. Obie są z 1943 roku,
na obu widać lata spędzone w ziemi , uszkodzenia.
Wartości wielkiej nie mają, może jedynie sentymentalną, gdyż mogę domniemywać, że trzymali je w swoich dłoniach moi pradziadkowie...
poniedziałek, 4 listopada 2013
jesienno-nagrobny wianek
a co mi się "nawinęło" ?
- świeżo ścięte dzikie pędy wiśniowe- jako baza, zaplatane jedna witka za drugą
- pędy winobluszczu- jako oplot i pętelki na boku
- gałązki bluszczu i te długie i te krótkie, które sobie zakwitły w tym roku !
- pędy , chyba, barwinka
- róże z liści tulipanowca i klonu
Całość trzyma się bez sznurka , drutu czy innego wiązania.
**********
Dziękuję, za miłe komentarze, które pozostawiłyście. Dają radość, wywołują uśmiech na twarzy !!!
Dziękuję, że zechciałyście poświęcić swój czas!
niedziela, 15 września 2013
moja pierwsza chusta ukończona
hura! Ja wiem, że nie jest idealna, że jej robienie trwało dłuuugo, mimo , że taka prosta ale dwa dni temu została ukończona. Zdjęcie wykonane przed praniem i blokowaniem.
Ilość wełenki 10 dkg
wymiary, bez naciągania ok 80 x 160 cm, czyli niewielka
Od pierwowzoru Terezy różni się:
- wykończeniem, ja postawiłam na muszelki, po sześciu próbach zostały muszelki z 3 słupków oddzielonych oczkiem łańcuszkach i półsłupkiem na łuczku z łańcuszka poprzedniego rzędu
- druga różnica to , że łańcuszek kolejnego rzędu szedł nie pod, a w czwarte oczko łańcuszka poprzedniego rzędu
Został mi jeszcze jeden motek tej wełny, więc może kiedyś powstanie druga chusta....
Dziękuję za schemat i pomysł.
Cieszę się, że zaglądacie do mnie i pozostawiacie ślady bytności.
poniedziałek, 9 września 2013
ekologiczny pochłaniacz zapachów lub nawaniacz powietrza
temat znany ale przedstawiam moją wersję:
- naczynie, tu szklanka z grubego szkła, chyba z 40 lat ma (odkryta w prababcinej piwnicy)
- soda oczyszczona
i tu już mamy pochłaniacz zapachów jest np do lodówki
Jeśli ma nawaniać powietrze to :
- trochę lawendowego suszu
- 3 krople lawendowego olejku
i już
zalety:
- tani
- ekologiczny
- jak nam się znudzi zapach to go sobie zmieniamy
- jak się znudzi opakowanie to sobie zmieniamy
- zapach nie jest intensywny, mocy
wady:
- zapach nie jest zbyt intensywny, mocny
- trzeba tak ustawić aby nie spadło na podłogę i było poza zasięgiem niepowołanych osób
Myślę, że jest to dobra alternatywa dla gotowych "psikaczy" ze sklepu. Zapach dobieramy jaki nam pasuje.
środa, 28 listopada 2012
Smaki z dzieciństwa
babci , która szykowała mi kiedyś tę zupę ...
jej kuchni, która już nie istnieje ...
garnuszka, w którym ją zwykle przygotowywała ...
taty, który mi czytał książkę "Kichuś" J.Porazińskiej, gdzie też jest mowa o tej potrawie ale w wersji zdecydowanie uboższej ...
I tak poszukałam sobie w biblioteczce egzemplarz tej książki, wydanej w 1956 roku, sfatygowanej i przeczytałam po latach.
I tak z jedzonka doszłam do literatury. Zresztą szkoda, że nie ma ekranizacji tej historyjki dla
" starszych dzieci " ( cytat ze stopki)
/ w tle haft maszynowy na ściereczce/
środa, 14 listopada 2012
jesienny bukiet z liściastych róż 2012
Kolejna wersja frywolitkowej gwiazdki już na ukończeniu i chyba nie będzie to ostateczna.
środa, 3 października 2012
środa, 12 września 2012
początek jesieni czyli wspomnienia niedzielnego spaceru i podziękowanie
...ale goździk istnieje, już ostatni....
... i pajęczynka też....
....i maślak (chyba) też się znalazł (choć sąsiad grzybiarz twierdził, że sucho i grzybów nie ma)
Sam środek dziewięćsiła bezłodygowego.
To mały wycinek, zatrzymanych dobrych chwil.....
*******************************
A tu potwierdzenie dla osób, które przysłały mi znaczki ze stemplami, że dotarły do adresata. Mam nadzieję, że widać - na dole po lewej stronie. Bardzo dziękuję !
niedziela, 23 października 2011
jesienny bukiet AD 2011
Zeszłoroczny bukiet przeszedł na zasłużoną emeryturę. Musiał powstać więc nowy z liści tulipanowca i dębu.
Jak przetrwał ten stary? Zadowalająco, nieco tylko ściemniał. Co ciekawe, róże te zastosowałam jako element dekoracji ,która trafiła na nagrobek. Ku mojemu zaskoczeniu przetrwały zimę , tylko podobnie jak w mieszkaniu , ściemniały. Po jakimś czasie cała dekoracja znikła, więc nie wiem jaka byłaby jej dalsza żywotność.
niedziela, 2 października 2011
jesienny wianek
Miałyście kiedyś takie wrażenie, że czujecie się jak Pomysłowy Dobromir? W piątek wracałam z pracy, słoneczko, ciepło, pachnie jesienią, dzika róża pięknie wygląda, a już widzę dach mojego domu. Nagle zatrzymałam się, odwracam się , a dwa kroki za mną rośnie krzaczasta forma wierzby. Hmmm, wierzba jest giętka, można z niej zrobić bazę wianka. To był właśnie ten impuls. Narwałam kilka gałązek i w tzw międzyczasie doszłam do wniosku, że wianek ozdobię "czymś" co wymyślę później. To "później" nastało bardzo szybko. Kilka kroków dalej rósł sobie dorodny głóg. Nie wiem czy dobrym pomysłem było pozostawienie liści ale na razie może być. Nie miałam drutu florystycznego, więc zastosowałam... nici, choć myślałam o szarym sznurku. Wierzbowe witki splecione są osobno więc jak głóg padnie lub mi się znudzi to wymienię go na coś innego.
Ostatnie jesienne kwiaty - astry marcinki o ile się nie mylę.
czwartek, 29 września 2011
niedzielna wycieczka....
Trafiliśmy na pokaz husarii
W granatowym stroju formacja wcześniejsza, a w czerwonym z późniejszego okresu. Panowie popisywali się zręcznością i celnością. Wielki dla nich szacunek. Muszę powiedzieć, że tu widziałam dwa konie w pełnym biegu ,chrapa w chrapę ,a czyniło to ogromne wrażenie. Daje mi to też pojęcie o tym jak musiało to wyglądać, jaki czynić popłoch gdy szla cała ława takich rycerzy. Byli wraz z końmi niezwykle wytrzymali, zwrotni i odważni. 200 husarzy potrafiło na Dzikich Polach trzymać w szachu tysiące tatarów. Ech , serce rosło słuchając opowieści pani, która ów pokaz omawiała. Jako ciekawostkę podała iż żaden szlachcic nie wdawał się w bitkę z husarzem napotkanym w gospodzie gdy mu się już z czupryny kurzyło. Jeśli poznał z kim ma do czynienia czyli po pierścieniu noszonym na kciuku to od zwady odstępował, bo mu jeszcze życie miłe było.
Zamek Ogrodzieniecki w Podzamczu to najbardziej imponujące Orle Gniazdo spośród wszystkich zamków Jury Krakowsko - Częstochowskiej. Usytuowany na Górze Janowskiego, zbudowany z twardego wapienia i dolomitów przetrwał wieki, będąc długo niezdobytą twierdzą piastowskich orłów na Krakowie, a później kolejnych potężnych i znamienitych magnackich rodów.W latach kolejnych zamek zmieniał właścicieli aż do roku 1523 kiedy stał się własnością Jana Bonera, przedstawiciela wielce możnego i znaczącego rodu kupieckiego, radcy krakowskiego, bankiera i doradcy króla polskiego, burgrabii i żupnika krakowskiego. Jego bratanek - Seweryn Bonar - w latach 1532 - 1547 rozbudował zamek czyniąc z niego imponującą renesansową siedzibę obronną, w owych czasach dorównującą swoim przepychem Wawelowi.Obecny stan ruin zamku jest efektem prac archeologiczno - konserwatorskich dokonanych przez państwo w latach 1959 - 1973. Nie daje on jednak rzeczywistego wyobrażenia o wyglądzie tej siedziby magnackiej z okresu jej świetności oraz o znaczeniu rodów, które kolejno nim władały. (źródło: www.zamek-ogrodzieniec.pl/kategorie/historia)
Oto co z minionej świetności pozostało...
a tu wprawne oko prócz więzienia i samolot wypatrzy
Oj warto było się na taki wyjazd zdecydować. Pogoda cudna była,a konie piękne...
Zdjęcia wykonane przez osobistego ślubnego.
piątek, 23 września 2011
frywolitkowe różności i o zagrożeniach jakie wystąpić mogą gdy dzierga się w środkach transportu
niedziela, 11 września 2011
jesieni ciąg dalszy...
Zimowity otrzymane od Antoniny zaczynają kwitnąć. Ten jest najbardziej zaawansowany w tej dziedzinie, jeśli tak można powiedzieć.
Nasiona tej rośliny dostałam od koleżanki. Miały mieć co najmniej 50 cm wysokości. U mnie osiągnęły raczej rozmiar kieszonkowy.
Winobluszcz zmienia kolory. Bardzo mi się podoba w jesiennym słońcu, takie jak jest dzisiaj.
A dla odmiany Kraków nocą. Wybraliśmy się zobaczyć muzeum podziemiach krakowskiego rynku. Oj warto było! Byliśmy na ostatnim wejściu i żal było wychodzić o 22-giej.
Zresztą, oglądać to miasto po zmroku, spacerować po nim, ech .......
Koniecznie musimy tam wrócić.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
pierwszy jesienny wpis w tym roku
To też grzyb, tylko, że ma "posypkę" z drobniuteńkich trocin.
I całkiem dorodna pajęczyna w zachodzącym słońcu, czyż nie jest piękna? Choć wejść bym w nią nie chciała.
A czym by była jesień bez smaku i aromatu jabłek? Kompot z takich owoców plus cynamon i goździki, mmmmm albo ryż, mniammmm
Jeszcze zielony świat, ale żółte nawłocie już wyraźnie widać. Z roku na rok jest ich coraz więcej. Chyba dlatego ,że już łąki nie są koszone, cóż świat się zmienia.
piątek, 29 października 2010
bukiet jesienny
niedziela, 17 października 2010
jesienny wpis
oplecione babim latem.....
Marcinki. Ciekawe jest to, że tych fioletowych z roku na rok jest mniej, stają się po prostu białe. Takie też są piękne.
Jesienny gość, mały jeżyk. Muszę stwierdzić,że całkiem szybki z niego biegacz. Jak przybył niespodziewanie tak i niespodziewanie poszedł w swoją stronę.
Ogród wygrabiony z liści, zielonych, rudych, brązowych. Pytanie na jak długo? Odpowiedź: do kolejnego przymrozku. Jeszcze trawa jest zielona,a w niej czerwienieją jabłka. Nie ma ich wiele, ale są spiżarnią dla wielu ptaków. Widać,że im smakują. Z takiego dziobanego jabłka niewiele zostaje. Niech im na zdrowie idzie
niedziela, 15 listopada 2009
zwykła sobota
Sobotę spędziłam pod znakiem słońca, grabi i liści. Nie tak soczystych jak na zdjęciu, a raczej brązowych, czekoladowych i kasztanowych. Odbyło się kolejne grabienie liści i mam nadzieję, że ostatnie tej jesieni. Uważałam tylko aby pozostawić orzechy dla stołujących się zwierzaków, a sądząc po łupinach było ich już całkiem sporo. Słoneczko przyświecało dość mocno, niebo było błękitne, rzeka lekko pluskała, czas jakby nie listopadowy. Pozbawiłam prymulki zielonych jeszcze liści, z ciężkim sercem bo coś im się poprzestawiało i jeszcze kwitły, może nie tak obficie jak wiosną , ale zawsze kilka kwiatów było. Jednak gdy słońce skryło się za horyzontem bardzo szybko zrobiło się chłodno i trzeba było zmykać do domu....
czwartek, 29 października 2009
jesień
poniedziałek, 28 września 2009
Już jesień
Owoc niedzielnego spaceru.
Jakby ktoś chciał sok zrobić to bez czarny ma już owoce.
Pszczoły zbierają ostatni nektar.






















































