Powiadają, że człowiek jest kowalem swojego losu. Ale dość często los jest kowalem, a człowiek kowadłem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klimaty lata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klimaty lata. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 września 2017
na rocznicę ślubu
wybraliśmy się na wycieczkę do Krakowa, nad wejściem głównym na dziedziniec tak to wygląda
Wiedzieliście, że Wawel posiada winnicę?
Natomiast ta rabata mnie zauroczyła.
sobota, 12 sierpnia 2017
lniana ścierka z haftem
wpadłam na pomysł ,że zrobię haft krzyżykowy na grubym lnie bez odrysowywania wzoru, liczyłam tylko x. Nie był to dobry pomysł, bo nie jestem w tej materii sprawna. Z grubsza może być. Nie jest idealnie równo. Wzór pierwotnie na wielkanocną kartkę był przewidziany.
Etykiety:
coś co sama tworzę,
haft krzyżykowy,
klimaty lata,
prezent,
szycie
wtorek, 25 sierpnia 2015
lawendowe zbiory
W tym roku zapakowałam je w koronki. Wstążki to zbieranina z odzysku. Z jednego krzaczka wyszły cztery takie niewielkie bukieciki.
niedziela, 3 sierpnia 2014
kolejne lawendowe saszetki
powstały bo potrzebny był szybko prezent. Rano się okazało, że "coś" potrzeba na 17-tą.
Bielutkie płótno, ręczny haft i mała frywolitka, suszona lawenda. Woreczki zostały uszyte ręcznie, w całości !
Muszę się też pochwalić faktem,że po raz drugi w tym roku zakwitła mi hoja!!! Zdjęcie mało ostre ale chyba widać 4 kwiatostany. Niestety, nie wszystkie rozwinęły się do końca i nie wiem dlaczego. Stoi na północnym oknie. Może za mało światła?
&&&&&&&&&&&&&
Dziękuję za odwiedziny i dobre słowo jakie zostawiacie, potrzebne teraz bardziej , bo trudny czas przyszedł......
Bielutkie płótno, ręczny haft i mała frywolitka, suszona lawenda. Woreczki zostały uszyte ręcznie, w całości !
Muszę się też pochwalić faktem,że po raz drugi w tym roku zakwitła mi hoja!!! Zdjęcie mało ostre ale chyba widać 4 kwiatostany. Niestety, nie wszystkie rozwinęły się do końca i nie wiem dlaczego. Stoi na północnym oknie. Może za mało światła?
&&&&&&&&&&&&&
Dziękuję za odwiedziny i dobre słowo jakie zostawiacie, potrzebne teraz bardziej , bo trudny czas przyszedł......
Etykiety:
frywolitka,
haft ręczny,
klimaty lata,
lawenda,
prezent,
szycie,
zapachy
niedziela, 13 lipca 2014
czas na lawendę
W tym roku mój krzaczek lawendy okwitł lepiej niż w zeszłym. Na szybko zrobiłam bukieciki. Zawijane w organzę, wiązane, a to atłasową wstążką, a to szyfonową , a to po postu kawałkiem materiału.
Kilka rozdałam, reszta trafiła do szafy. Mam nadzieję, że lawendzie uda się zakwitnąć jeszcze raz i będzie więcej bukietów.
No i zaczynam urlop!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Kilka rozdałam, reszta trafiła do szafy. Mam nadzieję, że lawendzie uda się zakwitnąć jeszcze raz i będzie więcej bukietów.
No i zaczynam urlop!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Etykiety:
coś co sama tworzę,
coś z niczego,
klimaty lata,
lawenda,
recykling,
zapachy,
zawieszka
piątek, 16 sierpnia 2013
co zrobic z lawendy, czyli bukiet w innej odsłonie
Lawendy w tym roku nie miałam za wiele, wystarczyło na dwa maleńkie bukieciki (choć mam nadzieję, że zakwitnie ponownie ) Kiedy wyschła to zaczęła się sypać. Więc wymyśliłam takie oto zabezpieczenie: po prostu kawałek szyfonu czy też tiulu, wstążeczka i z powrotem do szafy .
środa, 14 sierpnia 2013
Mój pierwszy raz...
...na strzelnicy LOK-u. Na rowerze to jakieś 20 min od mojego domu, ale postrzelać byłam po raz pierwszy w życiu. Tak na prawdę miała strzelać tylko młodzież czyli córka i bratanek męża. Ja miałam tylko to dokumentować to historyczne wydarzenie... Jednak pan Józef potrafił mnie zachęcić do strzelania. Nie musiał się bardzo wysilać. Przekonałam się, że broń lekka nie jest i nie jest to takie proste. To tarcza z mojego pierwszego strzelania z 25 metrów na leżąco. Pierwsze dwa strzały poszły Panu Bogu w okno. Trzeci, nawet nie wiedziałam kiedy nacisnęłam spust, kolejne dwa trafiły w papier po niżej tarczy (prawy, dolny róg). Kolejna seria trafiła w tarczę, nie licząc jednego.
Teraz będę inaczej patrzeć na sportowców uprawiających strzelectwo.
Efekt mojej pracy dokumentacyjnej całego wydarzenia.
Teraz będę inaczej patrzeć na sportowców uprawiających strzelectwo.
Efekt mojej pracy dokumentacyjnej całego wydarzenia.
sobota, 10 sierpnia 2013
lato...
Tegoroczne nasturcje oddychają po upałach. Wczoraj przeszła burza, a w nocy poprawiło. Dziś jest 15 stopni, a dwa dni temu było 36! Rozgryzałam zawiązki nasion. Mają ostry smak. Słyszałam ,że mogą być zamiennikami kaparów.
Przy tych upałach zrobiłam nowy zakwas na chleb. Zapracował szybko. Czytałam, że może pachnieć owocami, no i pachnie - bananami !Zakwas robiłam z mąki żytniej 720 i otrąb żytnich. Nie miałam mąki 2000. Piekłam już z niego chleb ale nie jest tak wyruszany jak ze starego. Jest bardziej zbity. Mam nadzieję ,że za jakiś czas się poprawi.
No i jak dobrze być na urlopie!
Chusta, małymi kroczkami idzie do przodu, po woli, nie na akord, jak to Ata powiedziała.
Dziękuje za odwiedziny.
środa, 22 maja 2013
przerobka czyli ze starego ciucha nowy
Inspiracją była tunika z męskich koszul, którą uszyła Wioletta. Dziękuję !
Tylko, że zamiast koszul przyszedł mi na myśl komplet : bluzka i proste spodnie, w którym już nie chodziłam. Wyrównałam dół bluzki, zszyłam do pierwszego guzika, obcięłam nogawki spodni, połączyłam ze sobą, doszyłam do bluzki i ..... mam nową sukienkę tzw "po domu".
Po namyśle, chyba ją skrócę.
Etykiety:
coś co sama tworzę,
coś z niczego,
klimaty lata,
szycie,
tutki
wtorek, 28 sierpnia 2012
urlopowe wspominki 2012
Ech, skończyło się...
ale pozostały zdjęcia...
Zachód słońca i potęga morza. Kilka godzin wcześniej tego sporego korzenia nie było.
Tu nie ma stagnacji. Tu nam kraju ubywa.... pewnie gdzieś lądu przybędzie, bo nic w naturze nie ginie. (Podobno Łeba ma nadmiar piasku i chętnie odda... jak ktoś zainteresowany)
Ujście rzeki do morza. I tu woda i tu woda, walczy z sobą, a i tak ostatecznie godzą się ze sobą.
A co się robi gdy mocno wieje ? Spacer pod parasolem, choć nie pada..... A plaża jak stół gładka, wiatr ją posprzątał.
Człowiek też odciska swój ślad. Takie "maleństwo" cumowało w gdyńskim porcie. Tam gdzie ta plamka, na linii wody pracowało dwoje ludzi. Prawda, że ich widać?
Warto patrzeć pod nogi, bo piękne rzeczy można zadeptać, przejść i nie zauważyć. Ślady naszych mniejszych braci.
****
EDYCJA
zdjęcia 1 i 4 moje, reszta osobistego ślubnego.
ale pozostały zdjęcia...
Zachód słońca i potęga morza. Kilka godzin wcześniej tego sporego korzenia nie było.
Tu nie ma stagnacji. Tu nam kraju ubywa.... pewnie gdzieś lądu przybędzie, bo nic w naturze nie ginie. (Podobno Łeba ma nadmiar piasku i chętnie odda... jak ktoś zainteresowany)
Ujście rzeki do morza. I tu woda i tu woda, walczy z sobą, a i tak ostatecznie godzą się ze sobą.
A co się robi gdy mocno wieje ? Spacer pod parasolem, choć nie pada..... A plaża jak stół gładka, wiatr ją posprzątał.
Człowiek też odciska swój ślad. Takie "maleństwo" cumowało w gdyńskim porcie. Tam gdzie ta plamka, na linii wody pracowało dwoje ludzi. Prawda, że ich widać?
Warto patrzeć pod nogi, bo piękne rzeczy można zadeptać, przejść i nie zauważyć. Ślady naszych mniejszych braci.
****
EDYCJA
zdjęcia 1 i 4 moje, reszta osobistego ślubnego.
niedziela, 29 lipca 2012
na upalny lipcowy dzień najlepszy jest ...
... jabłkowy kompot. Koloru dostarczyła garść czarnych porzeczek, a aromat wzbogacił cynamon. Eksperyment z cynamonem do porzeczek okazał się całkowicie udany.
Jak tak patrzę na zdjęcie to widzę na nim trochę historii: haft maszynowy na ściereczce wykonany przeze mnie na maszynie singierce jakieś 20 lat temu, wzór przed wojennej gazety z 1938 roku z archiwów mojego taty, a spodek po prababci. Jeszcze go nie stłukłam....
Muszę powiedzieć też, że mam dobrego Anioła Stróża. A dlaczego ? Otóż złamał się jeden z dwóch głównych konarów starej jabłoni pod ciężarem zbyt dużej ilości jabłek. Co ma jedno z drugim wspólnego? Otóż kilka godzin wcześniej dokładnie w tym miejscu gdzie upadł konar wyrywałam chwasty.
Etykiety:
coś co sama tworzę,
coś dla brzuszka,
haft maszynowy,
klimaty lata,
zapachy
środa, 18 lipca 2012
frywolitkowe drobiazgi i kwiatowe wieści
No i pochwalę się : Hoja mi zakwitła! Oj nie czyni tego co rok, oj nie. Ma aż 4 kiście kwiatów. Przynajmniej tyle znalazłam. Możliwe,że jest ich więcej ale roślina jest tak splątana,że nie widać nic więcej. Wieczorem pachnie....
Bratki w gąszczu maciejki. Wyrosła prawie do połowy uda. Szkoda,że nie można jej zapachu przesłać.....
No i moja lawenda , po sąsiedzku z marzanką wonną. Majowy przymrozek, ten co już po Zośce przyszedł trochę jej zaszkodził, niemniej jednak poradziła sobie.
A tak przy okazji. Kiedy się człowiek mocno zdziwi? Wówczas gdy wiesza pranie i oberwie jabłkiem w rękę. Trochę zabolało, jednak tyle lat w zasięgu drzewa przebywałam i po raz pierwszy coś takiego mnie spotkało.
Dziękuję za ciepłe słowa, które zostawiacie. Wspaniale wiedzieć,że ktoś chce zostawić u mnie ślad !
piątek, 22 lipca 2011
chciałybyście taki pierścionek? czyli wpis ogrodowy nr 4
bo ja tak, a to tylko , a może aż kropla wody w liściu łubinu ogrodowego.
Ulotna ,piękna chwila .
A ten mak ledwie na świat popatrzył. Taki "nie wyprasowany" ale mnie się podoba.
Gdy plewię grządki ,mogę się odświeżyć i przekąsić coś kwaśnego - szczawik zajęczy to jest to.
Z ziół rośnie mi też krwawnik. Ten kwiat zaraz zakwitnie.
Jest też biała koniczyna. Napar z kwiatów jest bardzo smaczny.
Rośnie na takiej ogrodowej łące.
Jedna z tegorocznych malw. Niestety chorują.
Zdjęcia robiłam kilka dni temu, łapiąc słońce.
niedziela, 17 lipca 2011
historie z życia wzięte
Ale nie o tym chciałam. Otóż w pewien poniedziałkowy ranek dreptałam sobie do pracy. Szaro jest ,bo na deszcz się zbiera. Idę sobie chodnikiem, szeroki, równy jak stół , w oddali coś widzę, myślę sobie chleb, ale gołębi nie ma, więc nie. Po chwili zagadka się rozwiązała. Były to skorupy talerzy, jak mniemam z niedzielnego obiadu. Jeden zachował się cały ,bo spadł na trawnik, a w nim pływała marchewka. Porozglądałam się wokół, jak nic leciały z okna bloku stojącego nieopodal i na pewno nie z parteru.
Doszłam do wniosku, iż nie mają racji ci co twierdzą, że nie ma latających talerzy, oraz jak idziesz chodnikiem, w którym dziur nie ma to patrz do góry ,bo nie wiadomo co ci może na głowę spaść.
W rankingu pod tytułem : "dlaczego obiad wylądował na chodniku" najwyżej była hipoteza ,że : obiad był za zimny. Czy dobra nie wiem....
Nie ukrywam, że jak żyję z taką sytuacją spotkałam się po raz pierwszy.
Opowieść druga : robótki ręczne zbliżają. Jadąc w pociągu dłubałam frywolitkę( czy tak można nazwać robienie frywolitki ?). Po skosie usiadła dziewczyna. Zaraz rozpoznała co robię. Okazało się ,że i ona zajmuje się rękodziełem. Jej specjalnością jest grawerowanie i robienie biżuterii. Z zupełnie nieznajomą osobą świetnie mi się rozmawiało. Było tak dużo tematów, a czasu tak niewiele, trochę szkoda. Ja musiałam wysiąść, ona jechała dalej. Jednak stwierdziłam, że nie bardzo potrafię równocześnie rozmawiać i robić frywolitę.
sobota, 9 lipca 2011
to nie lazurowe wybrzeże
Na tym zdjęciu lepiej widać bloki skalne na dnie. A ta sosna może będzie kiedyś tak słynna jak ta sosna na Sokolicy. Co prawda duuużo czasu musi upłynąć aby jej dorównała.
Te dwa zdjęcia robione były w tym samym miejscu, ale jedno wczoraj, a drugie dzisiaj.
Jak to się mówi , "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie."
To miejsce to zaledwie 15 minut jazdy rowerem od mojego domu.
Też urokliwe miejsce.
Udanej niedzieli życzę. Dziękuję za pozostawione ślady Waszej obecności. Miło te ślady czytać.
środa, 29 czerwca 2011
lawenda co można z niej zrobić...
Jako,że miałam aż 23 gałązki lawendy (jak słusznie zostałam poprawiona, dzięki ;-)
postanowiłam, że zrobię sobie lawendowe wrzeciono wg tutka tego.
Wnioski i spostrzeżenia - moje :
- 20 gałązek to jednak trochę mało
- wstążkę należy bardzo ściśle przeplatać, ja po dwu dniach odwijałam całość ,bo po podsuszeniu okazało się,że jakieś 4 cm wstążki mi zbyło na długości
-wstążka mogłaby mieć ciemniejszy odcień, ale w zapasach miałam tylko taką ( w pasmanterii akurat fioletami nie dysponowali)
- całość świetnie się prezentuje, nadaje się i do szuflady i do zawieszenia
- pachnie, ech szkoda,że tego nie czujecie.....
Rok szkolny się skończył, już trochę wstecz. Dziecko przyniosło cenzurkę, gdyby nie dwie oceny byłoby nudne i monotonne. Średnia 5,2 i czerwony pasek na środku. Wygląda na ot ,że młode pokolenie kultywuje rodzinne tradycje. Nie powiem, cieszy....
Na zakończenie roku trzeba się było kulinarnie wykazać , znaczy do szkoły przytaskać coś na ząb. Ciasta były już zaklepane, sałatki i rogaliki takoż, więc o spiralkach serowych Moniki mi się wspomniało. Część dostała makową, a część solną posypkę. Ponć zostały wchłonięte przez dzieciarnię.
Etykiety:
coś co sama tworzę,
klimaty lata,
ogród,
takie bajania,
tutki,
zapachy
środa, 1 września 2010
urlopowe wspominki oraz co lubię
Po długiej niebytności nad polskim morzem, z nieukrywanym wzruszeniem, miałam okazję je zobaczyć. Cóż tu dużo mówić, jest piękne i tyle, chyba większość się ze mną zgodzi. Na 100% poparcia nie liczę.
Można siedzieć na plaży i nie słyszeć szumu fal, można iść brzegiem morza i nie czuć piasku, można patrzeć i nie widzieć gdzie zaczyna się fala i gdzie się kończy.Można mieć sprawne zmysły, a nie widzieć, nie słyszeć , nie czuć.....
Nie tylko plaża była naszym celem. Były też wycieczki krajoznawcze, choć jak dla nas było ich wyjątkowo mało. Stan naszych dróg, ich oznakowanie, które przemieszczanie się z punktu A do B przeciągało ponad miarę naszej cierpliwości (a jak się ma urlop to nie należy się denerwować) skutecznie nas do tego zniechęciły. Jednak pewne miejsce odwiedziliśmy.....
![]() |
| A tu pytanko: które zdjęcie jest prawidłowe? Nadmieniam,że nic tu nie było przerabiane programami do obróbki zdjęć. |
Monika z Przy kominku siadam zaprosiła mnie do zabawy : lubię
Zasady zabawy:
1. Napisz, kto Cię zaprosił do zabawy
2. Wymień 10 rzeczy, które lubisz
3. Zaproś kolejnych 10 osób i poinformuj je w komentarzach
Ad 1 podałam
Ad 2
-lubię patrzeć jak wiatr kołysze wysoką trawą
-lubię jak moja córka prosi : Mamo opowiedz mi o tym jak.......
-lubię wypieki z ciasta francuskiego
-lubię kawę, którą przygotuje mój mąż (jakoś inaczej smakuje)
-lubię moje robótki
-lubię czytać książki ( wtedy czas inaczej biegnie)
-lubię prasować
-lubię przytulić się do osobistego małżonka
-lubię czytać Wasze blogi
-lubię obserwować jak jesienią dęby stają się czerwone i bordowe
kolejność jest przypadkowa
zaproszenie było też od Ceries, Kachzet, Kasmatki
dziękuję Wam
Ad 3
i to uzupełnię później, bo znowu nie mogę zostawić komentarzy pod Waszymi blogami z informacją o zabawie
No i na słodkości też się nie zapiszę z w/w powodu. Wrrrr
czwartek, 10 września 2009
urlpowe wspominki i nie tylko
Oj , długo nie pisałam. Był to czas urlopu z marnym dostępem do netu ale za to spędzony z rodziną na podziwianiu i kontemplowaniu otaczającego, pięknego świata
tu torfowisko:
tu zwierzęta zaklęte w kamieniu:
a tu dla odmiany żywe
Zaś w skansenie zatrzymał sie czas. Ten wózek urzekł mnie. Brakuje mu co pawda budy ale
jak na 9o -cio letniego weterana trzyma się całkiem dobrze. Obok kosiarka do kompletu.
To zaś sprzęty dla pań, na piewszym planie pralki, po lewej magielnice, na ścianie tary.
Natomiast zaciekawiło mnię co to za coś w kształcie dzwona z długim kijem. Pierwszy raz cos takiego widziałm! Okazało się, że to to służyło do robienia małych przepiórek, do robienia piany. Ciągle człowiek się czgoś uczy.
No a tutaj cudo : pralka automatyczna z lat 20-tych ubiegłego wieku. I niech ktoś utyskuje na dzisiejsze automaty. Wtedy to trzeba było mieć krzepę aby je obsługiwać.
Dla odmiany zabawki dla małych dziewczynek
i dla małych chłopców.
Osobisty małżonek posiadał taki samolocik.
Sierpień zakończył się też smutnym wydarzeniem. Odeszła od nas, jeśli można tak powiedzieć nasza kotka. Miała 14 lat i 2 miesiące. Było nam przykro, zżyliśmy sie z futrzakiem. Zrobiło się jakoś tak pusto. Teraz nikt nie wybiega, nie czeka na nas i nie wita jak wracamy z pracy, ze szkoły, nikt nie wskakuje na kolana, nie zwija się w kłębek, nie pląta się pod nogami gdy pracujemy w ogrodzie, nie mruczy..... ech.... Pozostały tylko zdjęcia.
Jako, że początek roku szolnego już był trochę wspominek:
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































