środa, 19 października 2011

serwetka etap 3 oraz totalna niespodzianka


i rozpoczęty czwarty. Trzeci rządek ma coś 84 węzełków. Uff sporo...Natomiast łuczki w 4 etapie wychodzą mi nieco mniejsze przy igle niż przy czółenku. Wynika to z tego ,że głębiej wchodzą pod kółeczka. Specjalnie zostawiłam nitni nie schowane. Ten maleńki kawałek to to co miałam na igle. Ostatnie kółeczka i łuczki to było ciągłe wyjmowanie nici z igły i nawlekanie. Z biedą nici wystarczyło. Wydaje mi się ,że w kolejnym etapie ,mimo, ze więcej nici sobie zostawiłam to nici na igle mi braknie. No i jestem nieco wystraszona tym faktem, bo nigdy nici nie łączyłam, nie chowałam połączenia i tak nie bardzo wiem jak to ugryźć.Acha , link do Renulka,  tu



 Natomiast wróciłam sobie dziś do domu, zmartwiona, a tu czeka na mnie taka niespodzianka!!! Od Halinki !!! Pyszne czekolady do picia, fachowa gazetka z xxx (jest tam schemat na świetną poduszkę) no i ...klamerki .Wiesz jak sprawić radość i jak to powiedziałaś,"może się obróci na dobre"
Dziękuję Ci jeszcze raz !!!


niedziela, 16 października 2011

wyróżnienie i nowe kolczyki frywolitkowe



Od NIkiTiki otrzymałam wyróżnienie, bardzo jej za nie dziękuję. Jest to dla mnie miłe, bo jak pisała, kierowała się "nieobiektywnymi" kryteriami. Zasady zostały przez nią zmienione i nie jest konieczne nominowanie kolejnych 16 blogów. Proszę się więc częstować .
Kolczyki, które prezentuję przeleżały sobie trochę bez bigli. W końcu dziś się nad nimi zlitowałam. Inspiracją był schemat Midii na gwiazdki.To pierwsza jego przeróbka w moim wydaniu. Bez bigli mają ok 4,5 cm długości. Kolczyki będzie nosić moje dziecko , mam taką nadzieję.


sobota, 8 października 2011

frywolitkowa serwetka etap 1 i 2


Serwetka wg Renulka, etap pierwszy i drugi. Robiona na igle.Kombinowałam na 1 etapie i nie koniecznie jestem zadowolona z efektu. Może trzeba będzie agrafki użyć przy przejściu z pierwszego kółeczka do płatków róży?  Na zdjęciu nie prasowana. Pierwsze moje dzieło w tej technice tak dużych rozmiarów.

niedziela, 2 października 2011

jesienny wianek


Miałyście kiedyś takie wrażenie, że czujecie się jak Pomysłowy Dobromir? W piątek wracałam z pracy, słoneczko, ciepło, pachnie jesienią, dzika róża pięknie wygląda, a już widzę dach mojego domu. Nagle zatrzymałam się, odwracam się , a dwa kroki za mną rośnie krzaczasta forma wierzby. Hmmm, wierzba jest giętka, można z niej zrobić bazę wianka. To był właśnie ten impuls. Narwałam kilka gałązek i  w tzw międzyczasie doszłam do wniosku, że wianek ozdobię "czymś" co wymyślę później. To "później" nastało bardzo szybko. Kilka kroków dalej rósł sobie dorodny głóg. Nie wiem czy dobrym pomysłem było pozostawienie liści ale na razie może być. Nie miałam drutu florystycznego, więc zastosowałam... nici, choć myślałam o szarym sznurku. Wierzbowe witki splecione są osobno więc jak głóg padnie lub mi się znudzi to wymienię go na coś innego.


Ostatnie jesienne kwiaty - astry marcinki o ile się nie mylę.

czwartek, 29 września 2011

niedzielna wycieczka....

zupełnie nieplanowana, spontaniczna i z przypadku do Ogrodzieńca
Trafiliśmy na pokaz husarii

  W granatowym stroju formacja wcześniejsza, a w czerwonym z późniejszego okresu. Panowie popisywali się zręcznością i celnością. Wielki dla nich szacunek. Muszę powiedzieć, że tu widziałam dwa konie w pełnym biegu ,chrapa w chrapę  ,a czyniło to ogromne wrażenie. Daje mi to też pojęcie o tym jak musiało to wyglądać, jaki czynić popłoch gdy szla cała ława takich rycerzy. Byli wraz z końmi niezwykle wytrzymali, zwrotni i odważni. 200 husarzy potrafiło na Dzikich Polach trzymać w szachu tysiące tatarów. Ech , serce rosło słuchając opowieści pani, która ów pokaz omawiała. Jako ciekawostkę podała iż żaden szlachcic nie wdawał się w bitkę z husarzem napotkanym w gospodzie gdy mu się już z czupryny kurzyło. Jeśli poznał z kim ma do czynienia czyli po pierścieniu noszonym na kciuku to od zwady odstępował, bo mu jeszcze życie miłe było.

Zamek Ogrodzieniecki w Podzamczu to najbardziej imponujące Orle Gniazdo spośród wszystkich zamków Jury Krakowsko - Częstochowskiej. Usytuowany na Górze Janowskiego, zbudowany z twardego wapienia i dolomitów przetrwał wieki, będąc długo niezdobytą twierdzą piastowskich orłów na Krakowie, a później kolejnych potężnych i znamienitych magnackich rodów.W latach kolejnych zamek zmieniał właścicieli aż do roku 1523 kiedy stał się własnością Jana Bonera, przedstawiciela wielce możnego i znaczącego rodu kupieckiego, radcy krakowskiego, bankiera i doradcy króla polskiego, burgrabii i żupnika krakowskiego. Jego bratanek - Seweryn Bonar - w latach 1532 - 1547 rozbudował zamek czyniąc z niego imponującą renesansową siedzibę obronną, w owych czasach dorównującą swoim przepychem Wawelowi.Obecny stan ruin zamku jest efektem prac archeologiczno - konserwatorskich dokonanych przez państwo w latach 1959 - 1973. Nie daje on jednak rzeczywistego wyobrażenia o wyglądzie tej siedziby magnackiej z okresu jej świetności oraz o znaczeniu rodów, które kolejno nim władały. (źródło: www.zamek-ogrodzieniec.pl/kategorie/historia)



Oto co z minionej świetności pozostało...

Kto ma lęk wysokości to lepiej niech na tarasy widokowe nie wychodzi.


a tu wprawne oko prócz więzienia i samolot wypatrzy

Oj warto było się na taki wyjazd zdecydować. Pogoda cudna była,a konie piękne...
Zdjęcia wykonane przez osobistego ślubnego.

piątek, 23 września 2011

frywolitkowe różności i o zagrożeniach jakie wystąpić mogą gdy dzierga się w środkach transportu


Znalazłam gdzieś w necie zdjęcie frywolnego dzieła, które jako jeden z elementów miało kwiatek z wypełnionymi płatkami.Spodobało mi się i postanowiłam coś takiego udziergać. Robiony więc "na czuja" wyszedł biały kwiatek. Nie taki sam jak oryginał ale schematu nie miałam. Trochę krzywy ale nic to. Robiąc 3 płatek stwierdziłam,że kombinując z ilością słupków i wielkością pikotek można na bazie tego kwiatka zrobić motyla.  Zapaliłam się do tego pomysłu (pewnie nie jest to odkrycie Ameryki znaczy się ten sposób na motyla ale fachowej literatury nie mam ) i chciałam to zrobić od razu. Jechałam pociągiem i miałam nadzieję , że zdążę przed wysiadaniem. Tak się zajęłam robotą ,że minęłam mój standardowy punkt, w którym należy chować robótkę i szykować się do wysiadania. Zorientowałam się gdy pociąg już w perony wjeżdżał. Szybko się zebrałam, a tu ups, nie mogę otworzyć drzwi z przedziału. Były uszkodzone. Wsiadając przecisnęłam się przez nie , ale przechodzący konduktor miał więcej siły i zasunął je tak do 3/4 . Dobrze,że w przejściu podróżował młody mężczyzna i te drzwi mi otworzył bo mogło  być nieciekawie. Kolejna stacja dość daleko jest.

a tak mają się cebule od Antoniny


a tu dwaj lokatorzy zgodnie się posilają
"""""""""""""""""""""""""""""""""
Dziękuję za komentarze pozostawione pod Moteczkową wymianką. Są dla mnie bardzo miłe !!!

środa, 21 września 2011

wymianka u Moteczka , czyli chwalę się.....

 
..Tym co otrzymałam od  Madzi . Przesyłka dotarła w całości, a córa pomagała mi ja rozpakować. Był w niej  wspaniały i ciepły list w pudełku , którym jestem oczarowana, obrazek na nim jest cuuuudny,   A muszę   powiedzieć ,że i mąż i córa mają pomysły na jego zagospodarowanie.Sutaszowe dzieło po raz pierwszy podziwiałam na żywo i  jest śliczne, misterne zrobione.Miało już inaugurację w pracy i wywołałao zainteresowanie. Do tego śliczne szklane koraliki i kordonek , ech, rozpieszczanie.....
Słodkościami to córa się zaopiekowała i jak się zadeklarowała tak wprowadziła to w życie, dlatego nie ma ich wszystkich.
Torebka  zaś to tak, o którą Madzia zapytała czy chcę, bo pasuje do mojego pokrowca na fona (kilka postów wcześniej ). I jak tu było odmówić?
Bardzo Ci, jeszcze raz dziękuję !!!
                  *********************************


Natomiast ja szykowałam niespodziankę dla Małgosi. Temat jaki sobie wydumałam to "Frywolitka jest dobra na wszystko"
dobra jest więc :
- na podkładki pod kubki
- na zakładkę do książki
dobra jest też na przydasie:
- na ozdobienie broszki (3D)
- na kolczyki
   na zakończenie lata przydadzą się żółte
   na początek jesieni grafitowe
- na stokrotki (może na kartki się co je Małgosia robi)
- na motylki (też na kartki?)
-  na łabędzia (czyżby na kartki?)
Przyda się też saszetka z lawendą i woreczek z organzy, list oraz różności do picia.

Pozwolę sobie po raz kolejny podziękować organizatorce !
Wpis przygotowany wcześniej czekał na dzisiejszą edycję

niedziela, 11 września 2011

jesieni ciąg dalszy...


Zimowity otrzymane od Antoniny zaczynają kwitnąć. Ten jest najbardziej zaawansowany w tej dziedzinie, jeśli tak można powiedzieć.




Nasiona tej rośliny dostałam od koleżanki. Miały mieć co najmniej 50 cm wysokości. U mnie osiągnęły raczej rozmiar kieszonkowy.



Winobluszcz zmienia kolory. Bardzo mi się podoba w jesiennym słońcu, takie jak jest dzisiaj.



A dla odmiany Kraków nocą. Wybraliśmy się zobaczyć muzeum  podziemiach krakowskiego rynku. Oj warto było! Byliśmy na ostatnim wejściu i żal było wychodzić o 22-giej.
Zresztą, oglądać to miasto po zmroku, spacerować po nim, ech .......
Koniecznie musimy tam wrócić.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

frywolitkowa gwiazdka czy krzyżyk?






Na wstępnie chciałam podziękować za tak liczny i tak obszerny udział w dyskusji pod postem "ku przestrodze". Dziękuję tym dużym i tym małym uczestnikom i anonimowi (i tak wiem kim jesteś....)
Każda wypowiedź była dla mnie ważna bo każda inna .

Robótkowo, hmm szykuję prezent na wymiankę u Moteczka. Eksperymentuję też z frywolitką i nie zawsze są to udane dzieła. Ta zawieszka po wyżej prezentowana ostateczne nadaje się do pokazania choć i tak ma błąd w jednym miejscu.

W niedzielę byłam wraz z rodzinką złapać nieco kultury. Byliśmy na festiwalu muzyki celtyckiej. Nasyciliśmy uszy tym specyficznym brzmieniem, nacieszyliśmy oczy tańcami. Na festiwalu były i niemowlenta w chustach i kilkuletnie dzieci i młodsza młodzież i młodzież i hmm... starsza młodzież.
Córce się bardzo podobało, a wszak nie była na tego typu imprezie po raz pierwszy .

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

pierwszy jesienny wpis w tym roku

Kto powiedział, że z grzybów nie może być koronka ? Nie koniecznie jadalna i nie koniecznie nada się do przyszycia, ale interesująca jest.


To też grzyb, tylko, że ma "posypkę" z drobniuteńkich trocin.


I całkiem dorodna pajęczyna w zachodzącym słońcu, czyż nie jest piękna? Choć wejść bym w nią nie chciała.

A czym by była jesień bez smaku i aromatu jabłek? Kompot z takich owoców plus cynamon i goździki, mmmmm albo ryż, mniammmm



Jeszcze zielony świat, ale żółte nawłocie już wyraźnie widać. Z roku na rok jest ich coraz więcej. Chyba dlatego ,że już łąki nie są koszone, cóż świat się zmienia.


piątek, 12 sierpnia 2011

ku przestrodze....

Ja wiem, że nie jest to może miejsce na takie informacje ale lepiej wiedzieć więcej niż mniej. Choć czasami ta wiedza nie bardzo się przydaje.  Mimo ,że wiedziałyśmy i tak stałyśmy się obiektem napaści. Ale do rzeczy.

Wracając dziś z pracy pociągiem jechałam razem ze znajomą, która siedziała na przeciwko mnie. Na kolejnej stacji wsiadło dwóch mężczyzn. Znajoma od razu rozpoznała w nich kolejowych złodziejaszków. Mocniej złapałyśmy za torebki. Jednak , jak się okazało im nie chodziło o torebkę.
Jak działają? Ubrani są  "mdło" jeśli chodzi o kolory,  jednym wyjątkiem, w tym przypadku była krzykliwa , zwracająca uwagę koszulka. Myślę, że jest to działanie celowe. Przypadkowy obserwator zapamięta koszulkę , a nie twarz.
Najpierw przeszli kilka razy przez wagon tam i z powrotem, następnie jeden usiadł z jednego końca przedziału, drugi z drugiego. Gdy pociąg staną na kolejnej stacji nastąpił atak. Złodziej ( młody chłopak) chciał owej znajomej,  zerwać z szyi złoty łańcuszek. Nie udało mu się, zamiast za łańcuszek złapał za dekolt bluzki. Całość trwała, jeśli napiszę dwie sekundy to będzie to oklepane , ale tak było. Był to moment. Gdyby chłopak nie skrewił roboty, łańcuszka by już nie było. Po nieudanej akcji wyskoczyli na peron.
A ironii dodaje fakt, że złodzieje wsiedli do pociągu na stacji, na której , na sąsiednim peronie był patrol policji.
Wniosek? Nie nosić złotej biżuterii, ale czy o to chodzi?
Nie życzę nikomu takiego przeżycia....

niedziela, 7 sierpnia 2011

samolot F-16 w roli....






.... podkładki pod kubek, choć nie wiem czy nie będzie elementem ozdoby wnętrza.
Zrobiłam ją dla studenta lotnictwa jako element prezentu urodzinowego. Może tego nie widać ale zastosowałam trzy rodzaje tkanin, jedna na dziób, jedna na kokpit, jedna na resztę maszyny. Ręcznie wyszyłam szachownicę cienkimi nićmi do szycia i to one wzbudziły największy aplauz obdarowanego. Podkładka ma 10 na 10 cm.
Pierwotnie naszkicowałam, na podstawie encykopedii, ogólny model samolotu i pokazałam do weryfikacji ślubnemu. Ten pogadał z wujkiem Google i znalazł w/w model. Był zdecydowanie mniejszy, ale powiększyłam go i na tej podstawie skroiłam całość.

środa, 3 sierpnia 2011

i kolejne radości...


Jakiś czas temu wysłałam Aneladgam przesyłkę, jej zawartość prezentowałam wcześniej. W poniedziałek przyszła koperta do mnie. Dobrze ,że przedmioty zabezpieczone były woreczkami strunowymi, bo koperta miała spotkanie z czymś płynnym. Ale do rzeczy , mam:
-ręcznie napisany bilecik, jak ja to doceniam
-magnesik ,bardzo się  przyda, bo karteczki będą zawsze pod ręką
-igielniczek taki słodki- podziwiam  palce artystki, że potrafiły zszyć takie maleństwo, a spinacz nie był  elementem przesyłki, na zdjęcie trafił w ramach ukazania proporcji
-żabcie, czyż nie są milusie?

Jestem pod wrażeniem i jeszcze raz baaardzo Ci dziękuję. Muszę nadmienić,że w poniedziałek zrezygnowałam z zakupów aby jak najszybciej być w domu, tak gnała mnie ciekawość.


niedziela, 24 lipca 2011

nowy pokrowiec na fona...






powstał z potrzeby chwili.  Początkowo miał być czerwony z czarnym frywolitkowym elementem. Jednak wpadła mi w ręce ta czarna koronka w róże z błyskotkami małymi i zdecydowałam się na nią ostatecznie. Czerwona tkanina to atlas. Całość kolorystycznie komponuje się z telefonem (prezent od ślubnego). Mała rzecz , a cieszy.
*******
Dzięki za rady pozostawione w komentarzach. Jesteście bardzo pomocne.

piątek, 22 lipca 2011

chciałybyście taki pierścionek? czyli wpis ogrodowy nr 4

bo ja tak, a to tylko , a może aż kropla wody w liściu łubinu ogrodowego.
Ulotna ,piękna chwila .



A ten mak ledwie na świat popatrzył. Taki "nie wyprasowany" ale mnie się podoba.

Gdy plewię grządki ,mogę się odświeżyć i przekąsić coś kwaśnego - szczawik zajęczy to jest to.


Z ziół rośnie mi też krwawnik. Ten kwiat zaraz zakwitnie.


Jest też biała koniczyna. Napar z kwiatów jest bardzo smaczny.


Rośnie na takiej ogrodowej łące.


Jedna z tegorocznych malw. Niestety chorują.
Zdjęcia robiłam kilka dni temu, łapiąc słońce.

wtorek, 19 lipca 2011

mój pierwszy patchwork

albo coś co tak nazywać się nie powinno. Początek był fajny, to ten biały pięciobok w środku ale im dalej tym...wrrrrr.Tkaniny atlasowe, gładkie, śliskie o podobnej grubości, jednak nie identycznej.Włącznie ścinki. Nie wiem czy to dla mnie. Ściągnięcia to wina i zbyt ciepłego żelazka i cienkiej tkaniny, znaczy się moja. Tylko co teraz z tym zrobić?

niedziela, 17 lipca 2011

historie z życia wzięte


Wspomnienie truskawkowego sezonu. Nie tak dawno zjadłam ostatnie. Zdjęcie z mojej grządki.

Ale nie o tym chciałam. Otóż w pewien poniedziałkowy ranek dreptałam sobie do pracy. Szaro jest ,bo na deszcz się zbiera. Idę sobie chodnikiem, szeroki, równy jak stół , w oddali coś widzę, myślę sobie chleb, ale gołębi nie ma, więc nie. Po chwili zagadka się rozwiązała. Były to skorupy talerzy, jak mniemam z niedzielnego obiadu. Jeden zachował się cały ,bo spadł na trawnik, a w nim pływała marchewka. Porozglądałam się wokół, jak nic leciały z okna bloku stojącego nieopodal i na pewno nie z parteru.
Doszłam do wniosku, iż nie mają racji ci co twierdzą, że nie ma latających talerzy, oraz jak idziesz chodnikiem, w którym dziur nie ma to patrz do góry ,bo nie wiadomo co ci może na głowę spaść.
W rankingu pod tytułem : "dlaczego obiad wylądował na chodniku" najwyżej była  hipoteza ,że : obiad był za zimny. Czy dobra nie wiem....
Nie ukrywam, że jak żyję z taką sytuacją spotkałam się po raz pierwszy.
Opowieść druga : robótki ręczne zbliżają. Jadąc w pociągu dłubałam frywolitkę( czy tak można nazwać robienie frywolitki ?). Po skosie usiadła dziewczyna. Zaraz rozpoznała co robię. Okazało się ,że i ona zajmuje się rękodziełem. Jej specjalnością jest grawerowanie i robienie biżuterii. Z zupełnie nieznajomą osobą świetnie mi się rozmawiało. Było tak dużo tematów, a czasu tak niewiele, trochę szkoda. Ja musiałam wysiąść, ona jechała dalej.  Jednak stwierdziłam, że nie bardzo potrafię równocześnie rozmawiać i robić frywolitę.

sobota, 9 lipca 2011

to nie lazurowe wybrzeże


....tylko fragment mojej miejscowości. Te poszarpane skały to dzieło człowieka, natomiast ta woda o niesamowitym odcieniu to dzieło przyrody gdy człowiek przestał działać.


Na tym zdjęciu lepiej widać bloki skalne na dnie. A ta sosna może będzie kiedyś tak słynna jak ta sosna na Sokolicy. Co prawda duuużo czasu musi upłynąć aby jej dorównała.
Te dwa zdjęcia robione były w tym samym miejscu, ale jedno wczoraj, a drugie dzisiaj.
Jak to się mówi , "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie."
To miejsce to zaledwie 15 minut jazdy rowerem od mojego domu.



 Też urokliwe miejsce.
Udanej niedzieli życzę. Dziękuję za pozostawione ślady Waszej obecności. Miło te ślady czytać.




czwartek, 7 lipca 2011

drożdżowe bułeczki z .... czereśniami czyli udany eksperyment


Otrzymałam czereśnie, przyjęły więc formę kompotu, ciasta no i jeszcze mi nieco zostało. Wpadłam więc na pomysł aby upiec bułeczki. Moja babcia bułki drożdżowe piekła ale nie pamiętam aby za nadzienie służyły właśnie czereśnie. Była więc to dla mnie premiera w tym temacie. Przepis na ciasto z niczego, czyli z głowy. Samo ciasto wyrobione przez maszynę do pieczenia chleba, zdecydowane ułatwienie. Bułka prezentowana na zdjęciu ,w promieniach zachodzącego słońca to ostatnia jaka się ostała. Miała być posypana cukrem trzcinowym ale przypomniałam sobie o  nim jak bułki siedziały już w piecu.
Ale i tak smakowały. Następnym razem sie poprawię.

poniedziałek, 4 lipca 2011

o tym ,że marzenia sie spełniają i ,że co dwie głowy to nie jedna....

Marzenia się spełniają, może nie tak dokładnie jakbyśmy chcieli, ale jakoś zawsze.
Szalenie podobają mi się ozdobne świece, takie np w technice deku..... zdobione ale jakoś mi tak nie po drodze.
Kiedyś nabyłam zapachową świecę w szklanym pojemniku. Po wypaleniu jej stwierdziłam,że szkoda pakować szklany pojemnik do kosza, a może się przyda bo ciekawy kształt ma. I tak to osobistemu małżonkowi oznajmiłam. Ten stwierdził, że w takim razie można by utopić do niego nową świecę. Mnie się przypomniało iż posiadamy dwie, zielone, mocno nadpalone świece, które będą akuratne do tego celu. Osobisty więc nadpalone świece rozdrobnił na mniejsze części i dodał do tego taki mały zapachowy podgrzewacz w zielonym kolorze. Z podgrzewacza też odzyskał blaszkę stabilizującą knot. I tu padło pytanie : z czego knot robimy? Ha! dobre pytanie, ano sięgnęłam do niciennika , gdzie zadołowałam taki ciekawy bawełniany sznureczek, który oryginalnie służył za mocowanie metki do córeczowej bluzeczki (no wszak na pewno się kiedyś przyda, szkoda było wywalać...).
No i teraz mam nową / starą świecę.Na zdjęciu jej nie zaprezentuję bo ozdobna nie jest. Ale tak to wspólnymi siłami zrobiliśmy coś z niczego.No dobra, wykonanie było osobistego.
Aha zapisałam sie po raz trzeci do zabawy "podaj dalej" , więc czekam na jedną chętną osobę, kóra zechce coś odemnie dostać.